Przed nami kolejny etap spaceru po najstarszej i chyba najbardziej spektakularnej drodze antycznego Rzymu – via Appia Antica. Jeśli myślisz, że ta droga to tylko kamienie i kurz, to znaczy, że nie byłeś tu jeszcze z odpowiednim przewodnikiem. Czas poznać kolejne niezwykłe obiekty, które kryje ta antyczna arteria – historia, architektura i trochę cesarskich dramatów gwarantowane!
Zaczynamy zaraz za dobrze znaną bazyliką św. Sebastiana „za murami” – bo jak to w Rzymie, nic nie jest proste i szybkie, tu zawsze trzeba się trochę poprzekręcać i obejść. A my idziemy dalej, docierając do prawdziwej perły pod numerem 153, czyli do imponującego Kompleksu Maksencjusza, znanego również jako Villa di Massenzio.

Ten kompleks to nie jest zwykła willa, tylko trójca antycznej wspaniałości: Pałac Cesarski (Palazzo Imperiale), który mógłby śmiało rywalizować z niejednym dzisiejszym pałacem prezydenckim, Cyrk Maksencjusza (Circo di Massenzio) – miejsce, gdzie niegdyś zasiadali tłumnie widzowie, trzymając kciuki za rydwany (bo przecież Rzym bez wyścigów to jak pizza bez sera), oraz Mauzoleum Romulusa (Mausoleo di Romolo), gdzie pochowano syna samego cesarza. Cóż, rodzina Maksencjusza miała swoją własną sekcję VIP.
Historia tego miejsca sięga początku IV wieku, kiedy to cesarz Maksencjusz zlecił przebudowę i powiększenie istniejącej tu wcześniej konstrukcji – pierwotnie była to drobna villa z II wieku, z fragmentami architektury jeszcze z II wieku p.n.e., czyli starych jak Rzym sam. Maksencjusz chciał mieć kompleks, który pokaże, kto tu rządzi i kto ma najpotężniejszy dom w mieście. Budowa trwała, a plany były ambitne — mieszkanie i nekropolia w jednym, co miało chyba przypominać, że nawet władcy muszą kiedyś przejść na „wieczną zmianę”.
Niestety, Maksencjusz nie nacieszył się długo swoją rezydencją – w 312 roku przegrał bitwę nad Mostem Mulwijskim z Konstantynem Wielkim. Można by powiedzieć, że dostał rzymskiego kopa i imperium przeszło na nowego właściciela, jak w starym dobrym stylu „kto nie jest ze mną, ten przeciwko mnie”.
Po śmierci cesarza kompleks przeszedł w ręce różnych rodzin szlacheckich, od baronów rzymskich – hrabiów Tuscolo, przez słynny i nieco złą sławą ród Cenci, aż po rodowity rzymski ród Mattei. Prawdziwa karuzela arystokratycznych nazwisk, jak na Rzym przystało. Każdy z nich zostawił swój ślad na tej ziemi, choć już raczej w formie delikatnych przekształceń niż cesarskich wielkości.
W 1825 roku teren kupił książę Giovanni Torlonia, który nie tylko miał kasę, ale też zmysł do historii – zlecił pierwsze poważne wykopaliska, bo trzeba było w końcu sprawdzić, co tak naprawdę kryje ziemia pod starymi murami.
Następne ważne wydarzenie nastąpiło w 1943 roku, gdy władze Rzymu dokonały wywłaszczenia tej ziemi – jak to się mówi, „dla dobra wspólnego” (czyt. archeologii i turystów spragnionych antycznych atrakcji). Kulminacją prac było odsłonięcie w 1960 roku oryginalnych murów Cyrku Maksencjusza z okazji Olimpiady w Rzymie – tak, sami Rzymianie nie mogli sobie odmówić pokazu historycznych fajerwerków przy wielkiej sportowej imprezie.
Dziś teren jest dostępny do zwiedzania, a prace archeologiczne trwają, bo jak wiadomo – Rzym to nie budowlany one-shot, tu zawsze coś się znajdzie i odkryje.
Jeśli chcesz poczuć się jak cesarz, obejdźmy ten kompleks razem, wykorzystując poniższy plan i krok po kroku odkrywając kawałki historii, które naprawdę potrafią zaskoczyć:

Największą dumą i chlubą Kompleksu Maksencjusza jest bez wątpienia jego serce – Cyrk Maksencjusza (oznaczony na planie jako nr 2). Powstał około roku 311, czyli pod koniec rządów cesarza Maksencjusza, który najwyraźniej chciał sobie zapewnić nie tylko władzę, ale też VIP-owskie miejsca na najlepsze wyścigi rydwanów. Cyrk ten zbudowano z cegły – bo w Rzymie, jeśli nie marmur, to przynajmniej cegła, i to solidna jak rzymska prawość. Miał zawrotne rozmiary: 520 metrów długości i 92 metry szerokości. Wyobraźcie to sobie!
Chociaż był to prywatny obiekt sportowy cesarskiej rodziny (mówimy tu o ekskluzywnym klubie z czasów antyku), mógł pomieścić aż około 10 000 widzów – całkiem nieźle, jak na prywatne zawody. W końcu to nie byle jaki cyrk, ale miejsce, gdzie miały odbywać się emocjonujące wyścigi rydwanów i inne widowiska.

Przez środek toru przebiegał charakterystyczny mur zwany spiną – mierzył aż 283 metry długości i dzielił arenę na dwie części. Spinę zdobił wówczas majestatyczny obelisk pochodzący sprzed świątyni Izydy, który dziś możemy podziwiać na Piazza Navona – tak, ten sam, co wygląda trochę jak gwiazda Instagramu między fontannami.

Niestety, dziś z tego rzymskiego „stadionu” niewiele zostało. Zobaczymy fragmenty murów, resztki spiny (nr 9) z jej charakterystycznymi półkolistymi zakończeniami (nr 10 i 11), a także pozostałości dwóch wież (nr 6 i 7), między którymi znajdują się fragmenty dwunastu bram startowych (nr 8) – wyobraź sobie, że to takie antyczne bramki na start wyścigu.

Po przeciwnej stronie cyrku znajdowała się brama wejściowa (nr 12), przy której w 1825 roku archeolodzy dokonali bardzo ważnego odkrycia – znaleźli posąg Romulusa, syna cesarza Maksencjusza, co znacząco ułatwiło identyfikację całego kompleksu.
Po stronie północnej zachował się fragment trybuny cesarskiej (nr 5) – czyli specjalne miejsce dla VIP-a, który nie mógł sobie pozwolić na to, by stać jak zwykły lud. Długość trybuny łączyła się z tarasem pałacowym długim na 115 metrów korytarzem zwanym kryptoportykiem (nr 4) – to taki antyczny „korytarz VIP”, którym cesarz mógł przemykać z pałacu na trybunę bez obijania się o tłum.
Ciekawostka: najprawdopodobniej cyrk nigdy nie był używany! Brzmi jak klasyczny rzymski paradoks – monumentalna budowla, tyle wysiłku i pieniędzy, a jednak brak śladów piasku, którym powinien być pokryty tor wyścigowy. To wszystko przez tragiczne losy Maksencjusza, który zginął w bitwie nad Mostem Mulwijskim w 312 roku, tuż po rozpoczęciu budowy. Cyrk został więc porzucony, jak niedokończony projekt na stole architekta.
Przechodząc do kolejnego elementu – Pałacu Cesarskiego (nr 1), wznosił się on nad cyrkiem, a jego największą chlubą była wielka sala absydowa o imponujących wymiarach 33 x 19,45 metra. To było jedno z najważniejszych miejsc w rezydencji: służyło zebraniom, przesłuchaniom i oficjalnym ceremoniom. Sala miała podgrzewanie podłogowe i ścienne – rzymski luksus na poziomie „ciepły dom w zimie”, czego my teraz często nie mamy.

Przed salą rozciągało się atrium, którego fragmenty wciąż można zobaczyć, a po stronie północnej znajdowała się cysterna – nie, nie na wino, tylko na wodę. Po wschodniej stronie widzimy z kolei fragmenty monumentalnego portalu, który prowadził do wnętrza pałacu – bo wejście do cesarza nie mogło być byle jakie.
Trzecim, ale wcale nie mniej ważnym elementem kompleksu jest Mauzoleum Romulusa (nr 3), nazwanego imieniem tragicznie zmarłego syna cesarskiego, który utonął w Tybrze w 309 roku.

Grobowiec ten otoczony był prostokątnym portykiem (nr 14) o wymiarach 107 x 127 metrów z bramą od strony via Appia. Mauzoleum zbudowano na wzgórzu i miało owalny kształt, o średnicy około 33 metrów – całkiem dostojna rodzinna krypta.

Przed mauzoleum znajdował się prostokątny pronaos, wzorowany na portyku Panteonu, który jednak w XIX wieku rodzina Torlonia zastąpiła swoim gospodarstwem – i ten budynek widoczny jest po dziś dzień, co pokazuje, jak Rzym nie lubi marnować miejsca.

Wnętrze mauzoleum to owalna sala sklepiona kolebkowo z potężnym centralnym filarem o średnicy 7,5 metra.

W ścianach znajdują się 6 nisz na sarkofagi, a kolejnych 8 ukryto w samym filarze. Na piętrze, które niestety już nie istnieje, mieściło się pomieszczenie do kultu sepulkralnego, przykryte kopułą z centralnym oculusem – czyli otworem w dachu, przez który niebo patrzyło na potomków Romulusa.
Co ciekawe, po wschodniej stronie portyku (nr 15) archeolodzy odkryli fragmenty starszego mauzoleum z epoki augustowskiej. Prawdopodobnie był to grobowiec Servilii, kochanki Juliusza Cezara i matki Brutusa – tak, tego samego, który później wsławił się zabójstwem Cezara. Mauzoleum składa się z kwadratowej podstawy i bębna z dobrze zachowaną komorą grobową ozdobioną stiukami – dowód na to, że nawet w antyku można było mieć gustowne dekoracje.
Wracając na via Appia, dochodzimy do kolejnego słynnego mauzoleum – Tomba Cecilia Metella.

O tej damie niewiele wiadomo, poza tym, że była córką Kwintusa Cecyliusza Metello Kreteńskiego i żoną jednego z Krassusów, czyli synową słynnego Marka Licyniusza Krassusa, który w 71 roku p.n.e. stłumił bunt Spartakusa. Jeśli ktoś ma takie koneksje rodzinne, to nie ma co się dziwić, że zostawił po sobie tak majestatyczne mauzoleum – w końcu teść to najbogatszy facet w Rzymie!

Mauzoleum powstało w połowie I wieku p.n.e. i ma kształt cylindryczny o wysokości wraz z podstawą 39 metrów. Składa się z prostokątnej, betonowej podstawy obłożonej trawertynem, na której spoczywa cylinder o wysokości 11 metrów i średnicy 29,5 metra. Pierwotnie dach był stożkowy lub kopulasty, ale w średniowieczu zmieniło się to na militarną fortecę – w 1302 roku dobudowano wtedy charakterystyczne blankowanie na szczycie, które widzimy do dziś.

Fryz zdobiły festony i ornamenty w kształcie łbów byka, a na mauzoleum znajduje się tablica upamiętniająca zmarłą Cecylię Metellę.
Do komory grobowej wchodzimy przez dromos – czyli długie przejście zajmujące całą wysokość budowli. Niestety, sarkofag nie znajduje się tu już na miejscu, został przeniesiony do Palazzo Farnese, czyli dzisiejszej Ambasady Francji.
Po przeciwnej stronie ulicy rzucają się w oczy ruiny kościoła San Nicola Capo di Bove z początku XIV wieku.

Zbudowany na zlecenie rodu Caetani, z którego pochodził papież Bonifacy VIII, kościół był częścią potężnej fortecy Castrum Caetani – imponującego zamku o wymiarach 240 na 98 metrów, otoczonego murem z 19 wieżami. Jego projekt przypisuje się prawdopodobnie neapolitańskiemu architektowi Masuccio II.
Kościół San Nicola Capo di Bove jest jednym z bardzo rzadkich przykładów gotyku sakralnego w Rzymie, z zachowanymi murami prostokątnej hali i absydą oraz fasadą zwieńczoną dzwonowym szczytem. Niestety dach nie przetrwał wieków.
I tak kończymy nasz kolejny, pełen historii, architektury i nieco tragicznych losów spacer po via Appia Antica. Ale spokojnie – za chwilę czeka nas kolejna odsłona, bo Rzym nigdy się nie nudzi, a ta droga jeszcze wiele tajemnic kryje.
——————————-
Podoba Ci się Spacerownik po Rzymie? Postaw nam kawę, przy kawie teksty szybciej się piszą 😜
Bibliografia:
- Maria Antonietta Lozzi Bonaventura, A piedi nella Roma antica, Roma 1994;
- Lorenzo Quilici, Via Appia, da Porta Capena ai Colli Albani, Roma 1997;
- Claudio Rendina, Le Chiese di Roma, Milano 2000;
- Mariano Armellini, Le chiese di Roma dal secolo IV al XIX, Roma 1891.