„Delizie romane” – rzymskie przysmaki wczoraj i dziś

Print Friendly, PDF & Email

Czy wiecie kim są Pasta Grannies? I czemu mają prawie 400 tysięcy obserwujących na pewnym portalu społecznościowym? To włoskie babcie i dziadkowie pokazujący jak robić tradycyjnie makarony i sosy. Im starsza babcia tym ciekawszy filmik. One są niesamowite, a robienie makaronu i włoska kuchnia dzięki nim zyskały nowy wymiar. Nie musisz być szefem kuchni, żeby nauczyć się prostej, dobrej, domowej kuchni. Decydując się na ten wpis, zmierzę się ze świętością Internetu pod nazwą: włoska kultura kulinarna, włoskie jedzenie itp. Co ciekawe jest to – zaraz po narodowej – najpopularniejszy rodzaj kuchni w naszym kraju. Restauracje włoskie były, są i będą jednymi z najpopularniejszych.

Pracując z Włochami zauważyłam pewien stały element. Tematy rozmów to zawsze i o każdej porze: jedzenie, futbol i świńskie dowcipy. Włoch jest zawsze głodny. Włoch wie, że jego mama gotuje najlepiej. Włoch wie, że jedzenie jest najważniejsze, wie gdzie dobrze zjeść, ma znajomego szefa kuchni i zawsze weźmie Cię na kolację do najlepszej knajpy w okolicy. Co ciekawe, po tej wizycie staniesz się częścią rodziny i właściciel będzie cię pamiętał, jeśli jeszcze raz odwiedzisz lokal.

Jak każdy, my oczywiście też mamy swoje ulubione miejsca z jedzeniem w Rzymie. Takie co to wiemy, że pizza zawsze będzie super, że nikt nas nie skasuje jak za przysłowiowe zboże i gdzie vino della casa będzie prawdziwe, a nie rozcieńczane wodą. Ale wiecie – Rzym współczesny to mieszanka kultur. To w Rzymie jadłam genialne sushi, to tutaj restauracje typu TEX-MEX są popularne, a steki podają naprawdę wieelkie. Jednak zdaję sobie sprawę, że to opcja dla osób, które mieszkają w Wiecznym Mieście na stałe, lub przebywają dłuższy czas i mogą poczuć potrzebę kuchni innej niż rzymska. Przyjeżdżając na wakacje marzymy raczej o prawdziwej włoskiej kuchni, a nie o międzynarodowych eksperymentach kulinarnych, na które mamy czas i miejsce w kraju.

Opowieść o rzymskim jedzeniu wczoraj i dzisiaj chciałabym zacząć od historii. Jeśli chcecie bardzo dokładnie ją znać, polecam monografię pani Lidii Winniczuk pt: „Zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu”, wydaną w Warszawie w 1983 roku. My opowiemy ją w nieco uproszczonej, przystępnej formie, tak abyśmy mogli zająć się rzymskim jedzeniem współcześnie.

Początki kulinarne w Rzymie były bardzo skromne. Potrawy gotowano z produktów, które dostarczyła ziemia. Podstawowym daniem były papki nazywane pultes, najprościej mówiąc było to rozgotowane zboże – proso, jęczmień, pszenica.

Tak wyglądały rzymskie pultes

Dlatego Włosi samych siebie nazywali wówczas Papkojadaczami – Pultifagonides. Kultura kulinarna zaczęła się na poważnie rozwijać dopiero w III w p.n.e.

U Rzymian ustalone były trzy posiłki w ciągu dnia: wcześnie rano – pierwsze śniadanie ientaculumdrugie śniadanie (lub lunch) prandium i obiad – spożywany w godzinach popołudniowych – cena (dziś słowo to oznacza kolację). Obiad spożywano z należytym pietyzmem i szacunkiem do pożywienia w pomieszczeniu głównym. W czasach najdawniejszych do posiłków zasiadano przy stołach, później mężczyźni zaczęli zajmować pozycję półleżącą na sofach, a kobiety siedziały nadal przy stołach, albowiem w wykonaniu kobiet pozycja półleżąca uznana została za nieelegancką. Potrawy roznosili niewolnicy, a jadło się palcami. Znano jednak już łyżkę i nóż. Z czasem pojawiły się serwetki do wycierania ust oraz serwety do nakrywania stołów.

Obiad miał trzy zasadnicze części. Na początku gustus lub gustatio – przekąski. Do picia podawano mulsum czyli wino zaprawione miodem, następnie podawano dania główne mięsne lub rybne. Na koniec podawano deser, zwany secundae mensae. Najczęściej były to owoce, orzechy i ostre przysmaki. Warto dodać, że desery najczęściej były obecne u bogatych rzymian. Biedni mieszkańcy insuli jedli jedynie warzywa, a mięso składali w ofierze bogom.

W Rzymie od samego początku ważną rolę odgrywał chleb oraz warzywa, owoce i przyprawy. Warzywem, które było bardzo popularne w Rzymie był czosnek (allium). Rzymianie czosnek uprawiali w specjalnych ogrodach tzw. Alliotum. Hipokrates zalecał roślinę jako lekarstwo w schorzeniach układu pokarmowego i oddechowego. Inni medycy zalecali stosować allium jako panaceum na trąd, choroby umysłowe, zatrucia, złe uroki i zaklęcia. Wzmacniał on sprawność bojową żołnierzy na polu bitwy (powszednim pożywieniem żołnierzy było tzw. moretum, czyli ser ziołowy sporządzony z utartego czosnku z octem, oliwą i orzechami), wzmacniał wigor zarówno mężczyzn jak i kobiet w domowych pracach. Stosowano też ocet i obficie oliwę.

Moretum – rodzaj czosnkowego sera do smarowania pieczywa

Z czasem na stołach pojawiały się owoce morza, specjalnie tuczone ślimaki czy ptactwo. Warto tu zauważyć, że starożytni jadali bociany (za Oktawiana Augusta), a za Tyberiusza podawano słowiki. Rzymianie uwielbiali faszerowane drozdy. Drozd po rzymsku był faszerowany przez gardło, bez patroszenia. Jadano też inne ptaki, których spożywanie nie przyszłoby nam do głowy: mewy, kawki, wrony, kruki, łabędzie, łyski i pawie. W kuchni bogatych Rzymian znajdował się specjalny pojemnik do tuczenia koszatek. Tuczono je orzechami, żołędziami, kasztanami. Faszerowane koszatki (myszowate gryzonie – glis, gliris) były prawdziwym rarytasem.

Koszatka

Farsz na nadzienie robiono najczęściej z wieprzowych kiełbas doprawionych pieprzem i orzechami. Koszatki smażono zaś w miodzie. Podobno ich uszy miały tendencję do zbytniego przypalania się.

Wszystko to było popijane włoskim winem. Jego typy i rodzaje podaje Horacy w swych pieśniach. Samo wino należało do artykułów codziennego użytku. Był stały przydział wina dla niewolników- tego gorszego robionego z wytłoczyn. Najsławniejszym chyba winem Rzymu był falern, która to nazwa obejmuje gatunki produkowane na obszarze rozciągającym się od południowych granic Lacjum po rzekę Wolturnus, a ściślej od siedemnastej mili Via Appia licząc od Kapui do szóstej mili tej drogi w stronę Sinuessy. Horacy i Katon Starszy Cenzor uwielbiali falernę, a Pliniusz Starszy uważał je za naturalne lekarstwo.

Do czasów nam współczesnych dotrwały opisy z czasów cesarstwa zmanierowanego życia, uczt, przyjęć, nawet z udziałem kobiet, wśród nich westalek. Przesadność w jedzeniu najczęściej była podyktowana chęcią popisania się swoimi możliwościami finansowymi, snobizmem. Próbując to ukrócić wprowadzono w życie ustawy- leges – które miały być pomocne w kontrolowaniu niepożądanych zachowań. Zanim ustawy objęły całe społeczeństwo, zabroniono używać wina kobietom. Kobiety w Rzymie i całym Lacjum nie piły mocnego wina zwanego temetum, a chcąc udowodnić swoją wstrzemięźliwość, całowały mężów „z języczkiem”. Piły wino słabe zwane lora, wyrabiane z rodzynek i zaprawiane żywicą. To od tego słowa (lora) pochodzi nasze polskie „lura” czyli bardzo słaby napój. Kobiety pijące miały złą opinię, a złapane na pijaństwie mogły zostać skazane na wyrok równy cudzołóstwu. Wino pijali Rzymianie, tak jak Grecy, rozcieńczone zimną wodą. W opisach libacji cezarów, a także w słynnej „Uczcie Trymalchiona” Petroniusza, czytamy, iż najzamożniejsi Rzymianie chłodzili wodę śniegiem lub kruszonym lodem, którego potężne bryły przywiezione z rejonów alpejskich chronili przed słońcem w głębokich ziemnych piwniczkach.

Obecnie w regionie Lazio dominują wina białe, stanowią one około 90% produkcji. Głównie uprawia się tu odmiany Trebbiano i Malvasia, ale także Greco i Bombino bianco. Z czerwonych spotkać można Cesanese, Sangiovese, Merlot, Montepulciano. Cokolwiek by to nie znaczyło, Lazio bywa określane Australią Włoch. Region Lacjum jest nierozerwalnie związany z białym winem. Przede wszystkim chodzi tu o Frascati i Marino oraz inne białe wina o odcieniu złota, które powstają na obszarze Castelli Romani, a także o słynne Est! Est!! Est!!! wytwarzane w Montefiascone, w północnej części Lacjum. Trzeba choć krótko wspomnieć o kolejnym „złocie” Lacjum – jego serach. Wśród serów dominuje Pecorino Romano DOP, który jest produkowany również na Sardynii i w południowej Toskanii.

Pecorino Romano

Na terenie Lacjum znajduje się też część obszaru produkcji miękkiego sera z mleka bawolic Mozzarella di Bufala Campana DOP (główna część tego obszaru leży w regionie Kampanii), a oprócz tego jest tu produkowany także podobny do mozzarelli ser provatura wytwarzany z mleka owczego lub koziego. W regionie powstaje też ricotta – w wersji miękkiej lub solonej i suszonej, kiedy używana jest jako ser do tarcia.

Tu, w Parco della Caffarella, powstaje słynny rzymski ser Pecorino Romano

Zapytacie, a inne trunki? O! Takie małe piwo? Starożytni uważali piwo za napój drugiej kategorii i raczej nim gardzili. Zarówno Tacyt jak i Pliniusz Starszy wspominają o powszechnym zwyczaju raczenia się przez Galów i Germanów „odurzającym trunkiem produkowanym z namaczanych ziaren”. Co ciekawe jednak w I wieku p.n.e. Juliusz Cezar w swoim dziele „O wojnie galijskiej” pisał o piwie galijskim. Ponieważ Cezar nie przepadał za rzymskim winem, więc on i jego żołnierze pijali dostępne na miejscu piwo, które zresztą niebywale im zasmakowało.

Jeśli się zastanawiacie, czy rzymianie mieli swoje przepisy, taką książkę kucharską, to odpowiedź jest twierdząca. Najbardziej znanym nam smakoszem rzymskim był Marek Gawiusz Apicjusz, żyjący za czasów panowania cesarza Tyberiusza. Jego dzieło „O sztuce kucharskiej ksiąg 10” („De re coquinaria libri X”) stało się najważniejszym źródłem dla poznania nawyków żywnościowych Rzymian. Dzieło to zawiera ok. 450 przepisów. Sam Apicjusz został zapamiętany jako wspaniały kucharz i organizator przyjęć. W dbałości o jakość potraw osobiście kontrolował czym są karmione zwierzęta idące pod nóż w jego kuchni. Od jego imienia w całym imperium rzymskim małe bułeczki oraz ciasta nazywano apikia. Podobno popełnił samobójstwo, gdy już nie mógł używać rozkoszy stołu.

Współcześnie biblią kucharską jest dla każdego Włocha książka Pellegrino Artusiego „La scienza in cucina e l’arte di mangiar bene”, wydana w Polsce pod tytułem „Włoska sztuka dobrego gotowania”. Wydana po raz pierwszy we Włoszech w Florencji w 1891 roku. Dlaczego jego książka z 790 przepisami okazała się tak wielkim sukcesem? Artusi nie odwoływał się, jak jego poprzednicy, do kuchni francuskiej, tak uwielbianej przez ówczesną klasę wyższą, lecz podkreślał bogactwo kultury i smaku rodzimych Włoch. Unikał terminów francuskich bardzo popularnych w tamtych czasach w książkach kulinarnych pisanych głównie dla profesjonalnych kucharzy. Autor, dzięki swej bogatej kolekcji włoskich przepisów, zjednoczył Włochów również kulinarnie. Włosi, chcąc uczcić Artusiego i jego dorobek, oddali do dyspozycji fanów włoskiej kuchni całą stronę poświęconą kucharzowi. I tak pod adresem http://www.pellegrinoartusi.it/ znajdziecie wydarzenia, degustacje, eventy powiązane z Artusim.

Mądrzejsi o tą wiedzę lądujemy w Rzymie, zwiedzamy pierwsze pół dnia i głodni w czasie lunchu – godziny 12.00-15.00, postanawiamy coś zjeść. Wybór jest ogromny, nazwy jeszcze bardziej zawiłe. Więc wyjaśnijmy sobie jedną sprawę, gdzie jeść. I tu znajdziecie w Internecie pomocną dłoń. Otóż mamy w Rzymie następujące rodzaje miejscówek z jedzeniem:

Ristorante – to prawdziwa restauracja, można tu spotkać kelnerów nieco bardziej elegancko ubranych i można spodziewać się nieco wyższych cen w menu. Kuchnia włoska wcale nie musi być tu normą.

Trattoria – nieco mniej formalna- zasadniczo to nie haute cuisine😊. Nastawiona na stałą klientelę, podawane dobre domowe wino, często swojska oliwa. Atmosfera rodzinna, ponieważ prowadzona od pokoleń przez tą samą rodzinę. Może się zdarzyć, ale to najczęściej na obrzeżach miasta, że nie dostaniecie drukowanego menu, a właściciele zapytają się na co macie ochotę albo co szef kuchni poleca.

Osteria – bardzo nieformalne miejsce, tańsze z bardzo krótkim menu. Kuchnia domowa, prosta.

W barach poza przekąskami czy panini raczej nic nie zjecie. Tutaj pijemy kawę lub aperitivo. Ale jeśli chcecie kupić wino to pójdziemy do Enoteki (Enoteca), tam też posiedzicie i po prostu napijecie się wina. Czasem i tutaj dostaniecie małe przekąski lub niewielki wybór dań gorących – mnie zaserwowano warzywne spaghetti, ale to było na Sycylii i jestem im w stanie to wybaczyć😊

Pizzę zjecie w klasycznej pizzerii, ale tak samo dostaniecie ją w trattorii czy osterii, jeśli spotkacie okienko z pizzą na kawałki będzie to Pizza al taglio lub Pizza rustica. W Rzymie znajdziecie też Tavola calda – bary samoobsługowe. Najczęściej znajdują się przy dużych firmach, organizacjach międzynarodowych, jednostkach policji czy wojska. Ceny bardzo przystępne – płaci się od 8 do 15 euro i je się spośród przygotowanych dań. Z jednej strony bardzo dobra opcja dla pracujących do późna, z drugiej wierzcie mi, że jeśli przy takim żywieniu nie zaczniecie się ruszać, nadwaga murowana. Mówię z doświadczenia😊

Mamy jeszcze okienka z pieczonymi kurczakami nazywane „Polleria” i budki serwujące prosty street food nazywany Rosticceria.

Zanim przejdę do typowo rzymskiego menu jeszcze odpowiedź na ważne pytanie: czy w Rzymie można zjeść źle? Ależ oczywiście!!! Oprócz knajpek prowadzonych przez osoby, które fantazjują na temat włoskiej kuchni, po tak zwane żywienie zbiorowe. W naszym rozumieniu stołówki zakładowe mają jedną zaletę -cenę posiłku- jakość jak na zdjęciu. Myślę, że w tym przypadku niestety najgorsze jest stałe powtarzalne menu bez możliwości szaleństwa.

Przykładowe jedzenie w rzymskiej stołówce zakładowej

Więc co jeść? Opisów typowo rzymskich menu znajdziecie w Internecie naprawdę sporo i dowiecie się co w Rzymie się jada. Podeszliśmy do tematu nieco inaczej – od strony ciekawostek i tego czego nie znajdziecie na co dzień w opisach rzymskiego jedzenia.

Zacznijmy od podstawy, czyli Supplì. To smażona w głębokim tłuszczu kulka ryżowa – nie mylić z sycylijskim arancini – jest robiona z pomidorowym ragù, pokryta bułką tartą i zawiera ser mozzarellę.

Supplì

Supplì serwują pizzerie, tavole calde i pizze al taglio. Według legendy supplì miały skromne początki. W XIX wieku było to danie biedoty rzymskiej, podawane z podrobami kurczaka, dopiero póżniej zastąpionymi przez ragù. Pierwotnie serwowane na ulicy i dopiero w 1870 roku, Trattoria della Lepre na Via dei Condotti zaczęła podawać danie swoim klientom, jednak ser mozzarella dodano do potrawy dopiero w XX wieku. Pierwszy drukowany przepis na supplì został opublikowany w 1929 roku w „La cucina Romana” przez Adę Boni z domu Giaquinto – włoską szefową kuchni, redaktorkę czasopisma, pisarkę kulinarną i autorkę książek. Jej najsłynniejsza książka, „Il talismano della felicità” została wydana w 1928 roku i jest uważana za jedną z klasycznych włoskich książek kucharskich. Książka „La cucina romana”, została napisana by ratować tradycyjną kuchnię rzymską. Co ciekawe w tej książce nie wspomina się ani słowem o drugim bardzo znanym daniu czyli spaghetti alla carbonara.

Spaghetti alla carbonara

Co prawda teorii dotyczących etymologii nazwy jest sporo, to jednak najbardziej prawdopodobne jest, że nazwa pochodzi od włoskiego słowa „carbonaro” – co oznacza węglowy. Uważa się zatem, że danie było serwowane jako obfity posiłek dla pracowników górnictwa. Niektóre brytyjskie monografie wprost tłumaczą je jako „spaghetti górnika”. Natomiast źródła amerykańskie bardziej zbliżają się do teorii, że danie było serwowane Karbonariuszom. Byli to członkowie włoskiego tajnego stowarzyszenia skierowanego przeciw siłom okupacyjnym w okresie wojen napoleońskich, które przekształcając się w ruch rewolucyjny odegrało dużą rolę w procesie zjednoczenia Włoch. Nazwa spaghetti alla carbonara jest niezarejestrowana przed II Wojną Światową. Potwierdzona zostaje w roku 1950, kiedy to przepis zostaje opisany we włoskiej gazecie La Stampa jako danie szczególnie poszukiwane przez amerykańskich oficerów po wyzwoleniu Rzymu. Gazeta opisała danie jako typowo rzymskie i smakujące Amerykanom, ponieważ zawierało bekon i jajka. Kolejnym słynnym rzymskim daniem jest pasta al’Amatriciana.

Pasta al’Amatriciana

 Na samym początku był starożytny, tradycyjny przepis na sos do makaronu o nazwie „gricia” lub „griscia”. Nadal popularne dziś w środkowych Włoszech danie Pasta alla Gricia jest przygotowywane z oliwą z oliwek, guanciale – to jest włoski policzek wieprzowy w składzie podobny do boczku,  bardzo aromatyczny, czarnym pieprzem i serem pecorino. Podobno była powszechnie jedzona przez pasterzy okolicy Grisciano, małej wioski w pobliżu Accumoli.

Według niektórych źródeł, ludzie z Amatrice dodali pomidory do Pasta alla Gricia, tworząc w ten sposób znaną nam Amatricianę. Magiczny dodatek miał miejsce, jak się wydaje, między końcem XVIII a początkiem XIX wieku, w latach wojen napoleońskich (1798-1814), kiedy przepis podróżował razem z żołnierzami wysiedlonymi z jednego zakątka Włoch do drugiego. Inni uważają, że pomidory zostały dodane do Pasta alla Gricia już w Rzymie.

Pierwsza pisemna wzmianka o sosie Amatriciana pochodzi z dzieła słynnego rzymskiego szefa kuchni Francesco Leonardiego pod nazwą „L’Apicio moderno, ossia l’arte di apprestare ogni sorta di vivande” wydanej w Rzymie w 1970 roku.

Francesco pochodził z Rzymu, ale jego kulinarna praktyka odbyła się w Paryżu, w połowie XVIII wieku, w kuchni marszałka Louisa Françoisa Armanda du Plessis, księcia de Richelieu. Następnie powrócił do Włoch, aby pracować w Neapolu dla Michele Imperiali, księcia Francavilla i markiza Orii. W 1772 został zatrudniony przez kardynała De Bernisa, francuskiego ambasadora w Watykanie. Podróżował po całej Europie z generałem Ivanoviciem Shouvaloffem, Wielkim Chamberlainem Rosji, a w 1778 roku udał się do Petersburga. Tutaj został szefem kuchni księcia Grigorija Grigorevic Orloffa, a po jego śmierci w 1783 roku, osobistym szefem kuchni i mistrzem ceremonii cesarzowej Katarzyny II. Ze względu na trudny klimat Leonardi opuścił Rosję i wrócił do Włoch. W 1791 roku wrócił do Rzymu, pracując jako osobisty kucharz kardynała De Bernisa. Po 1806 pracował jako mistrz ceremonii u papieża Piusa VII. Leonardi był pierwszym wielkim szefem kuchni, który regularnie używał pomidorów i twierdził, że wynalazek klasycznej neapolitańskiej kombinacji makaronu z pomidorami jest jego własnym. Kiedy Leonardi opublikował „L’Apicio moderno”, stwierdził, że rozpoczyna pracę nad kolejnym trudnym dziełem, był to „Dizionario ragionato degli alimenti” – słownik żywności z adnotacjami, z których znane są tylko trzy tomy do litery E. Słownik został opublikowany w Rzymie w 1795 roku przez Paolo Giunchi. Kolejną publikacją Leonardiego była „Gianina, ossia la cuciniera delle Alpi”, wydana w 1817 roku. W zasadzie jest to jednak remake „L’Apicio moderno”, który ponownie został wydany w 1862 roku pod nowym tytułem „Il cuciniere perfetto italiano”. Leonardi dodał wprowadzenia poświęcone zadaniom mistrza ceremonii, oraz jak serwować dobrze potrawy. Dlaczego publikacje Leonardiego są takie istotne dla kuchni włoskiej? Mając budowę łacińskiego traktatu, próbują nadać nowy „narodowy” wymiar kuchni włoskiej, podzielonej na regiony. Publikacja, mimo że na początku odnosi się do kuchni francuskiej, jest pierwszą próbą przedstawienia w jaki sposób zmieniała się kuchnia włoska na przestrzeni wieków. Jakie znaczenie mają lokalne i regionalne tradycje, powodujące ożywienie autentycznej kuchni włoskiej. To właśnie silne powiązanie między gastronomią a okolicą i położeniem restauracji sprzyja różnorodności i bogactwu, które do dziś charakteryzują tą kuchnię.

Wróćmy jednak do naszej Amatriciany. Możemy z całą pewnością stwierdzić, że ten typ sosu jest następcą dania Pasta alla Gricia, a mieszkańcy miasteczka Amatrice, dodając do niego pomidory, uzyskali dzisiejszy niebywały, wręcz kultowy smak.

Pasta all’Amatriciana – a nawet „matriciana”, jak mówią w Rzymie z powodu aferezy, zjawiska fonetycznego, które ma miejsce, gdy głoska lub sylaba na początku słowa zanika – jest silnie związana ze stolicą Włoch, nawet jeśli, jak widzieliśmy, nie pochodzi z jego ulic. Po prostu danie, podobnie jak ludzie, wyemigrowało z Amatrice, do zgiełku ulic stolicy. Ludzi, którzy emigrowali z Amatrice nazywamy Amatriciani, to oni sprzedawali swoje produkty, sery i wędliny mieszkańcom Rzymu. Z czasem, kiedy upadła hodowla owiec znaleźli oni zatrudnienie w restauracjach. Amatriciani było tak wielu, że niektóre obszary Rzymu zostały nazwane na ich cześć np.: nowoczesny Piazza Lancellotti był na przykład kiedyś znany jako Piazza de’ Matriciani. Pierwsza historyczna restauracja amatriciano w mieście została otwarta w pobliżu Piazza Navona w 1860 roku i została nazwana Il Passetto.

Amatriciana to proste danie, zwierciadło tradycji pasterskiej, z której się narodziła. Podstawowe składniki są takie same dla wszystkich regionów Włoch, są to: sos pomidorowy, guanciale i pecorino. Do sosu pomidorowego stosuje się pomodori pelati – te, które kupujemy w puszce lub pomodoro San Marzano – pyszna odmiana pomidorów śliwkowych. Zawsze jest Pecorino Romano a guanciale jest zawsze lokalne. Czasem dodaje się odrobinę białego wina i papryczki chili do smaku. W Rzymie najczęściej Amatriciana podawana jest z makaronem bucatini, ale również z tradycyjnym spaghetti.

Rzym współcześnie słynie z podrobów, więc jeśli w karcie dań zobaczycie Trippa alla romana – to będą to flaki wołowe w sosie pomidorowym.

Trippa alla romana

Możecie też spotkać się z Coda alla vaccinara czyli ogonem wołowym lub podrobami jagnięcymi z karczochami (coratella d’ abbacchio con i carciofi). Oczywiście wszystko zależy od tego na co macie ochotę w danym momencie 🙂

Coda alla vaccinara

Na koniec jeszcze jedna krótka historia, czyli lody – gelato.

Gelato

 Historia włoskich lodów zaczyna się ponad trzy tysiące lat temu, kiedy ludzie w starożytnym Rzymie zbierali śnieg i lód z gór, aby połączyć go z owocami lub innym aromatem i zrobić pyszny mroźny deser. Gelato, jak wiemy, stało się specjalnością rzemieślników w północnych Włoszech w latach dwudziestych. Miasto Varese w pobliżu Mediolanu twierdzi, że jest miejscem w którym powstała pierwsza gelateria.

Obecnie włoskie lody należą do jednych z najlepszych na świecie. Polecamy Wam te gelaterie, w których znajdziecie napis Produzione Propria lub Artigianale co oznacza, że jest to produkt rzemieślniczy. W innym przypadku lody będą zbyt kolorowe, piana nazbyt sztywna, będą dodawane stabilizatory i konserwanty.

Podsumowując co jeść w Rzymie? Kochani co chcecie! Im bardziej zagubicie się w Wiecznym Mieście tym na ciekawsze kulinarnie miejsca zapewne traficie. Czego Wam z całego serca życzymy!

 

Bibliografia:

  • Bardel Michał, Wielkie żarcie w oczach Petroniusza, czyli o rzymskich zbytkach w dziedzinie jedzenia i picia, „Miesięcznik ZNAK”, październik 2007;
  • Berdowski Piotr, Garum – przysmak Rzymian, „Mówią Wieki”, 2006, z. 12;
  • Hays Jeffrey, Wine in Ancient Rome, 2008;
  • Piszczek Zdzisław (red.), Mała encyklopedia kultury antycznej, Warszawa 1983;
  • Pliniusz Starszy, Historia Naturalna, XIV oraz XXIII;
  • Winniczuk Lidia, Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu, PWN, Warszawa 1983;
  • https://imperiumromanum.pl/spoleczenstwo/zwyczaje-zywieniowe-rzymian/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.