
Połowa lutego, sobotni poranek. Pogoda jak z pocztówki: błękitne niebo, słońce w pełnej krasie, 20 stopni Celsjusza. Rzym budzi się do życia, a ja postanawiam zainaugurować tegoroczne wędrówki po Wiecznym Mieście. Na pierwszy ogień: via Giulia — urocza uliczka w samym sercu historycznego centrum.
Do punktu startowego — Piazza S. Vincenzo Pallotti — docieram w 30 minut. Mieszkam nieco dalej od centrum, ale, wbrew obiegowym opiniom, komunikacja miejska w Rzymie działa zaskakująco sprawnie (tak, nawet autobus potrafi przyjechać!).
Zanim jednak ruszymy, rzućmy okiem wstecz. Pierwsze wzmianki o tym terenie pojawiają się w średniowieczu. Choć dziś Rzym kojarzy się z marmurem i porządkiem urbanistycznym, wtedy była tu raczej błotnista ścieżka zwana „Magistralis”. Nie brzmi zbyt reprezentacyjnie? Spokojnie — trakt ten pełnił kluczową funkcję komunikacyjną w regionie.
W 1478 r. papież Sykstus IV (z rodu della Rovere) nieco uporządkował sytuację, przemianowując trakt na „Mercatoria” i nadając mu sensowny kierunek: od Piazza di Ponte Sant’Angelo do Campo de’ Fiori i Piazza Navona. Nadal jednak nie przypominał dzisiejszej ulicy z folderów biur podróży.
No dobrze — ale skąd ta „Giulia”? Czyżby na cześć słynnej Julii Farnese, kochanki papieża Aleksandra VI? Wszak w pobliżu mamy Palazzo Farnese, rezydencję jej brata, kardynała Aleksandra Farnese. I choć jej „culetto” ponoć wprawiał w zachwyt nawet Rafaela Santi, to nie ona patronuje tej ulicy.
Nazwę ulicy zawdzięczamy papieżowi Juliuszowi II (della Rovere), który w 1508 r. zlecił Donato Bramante stworzenie projektu nowej drogi, biegnącej od mostu Ponte Sisto (zbudowanego w 1475 r.) do Piazza dell’Oro. Co ciekawe, Ponte Sisto był jedynym kamiennym mostem na Tybrze zbudowanym między upadkiem Imperium Rzymskiego a XIX wiekiem. Jeden most w ciągu 1300 lat — skromnie!
Via Giulia to również pierwsza rzymska ulica wytyczona w idealnie prostej linii — cała długość to równo jeden kilometr. Po jej bokach ulokowano herby znamienitych rodów: Sacchetti, Ricci, Chigi. Mieściły się tu urzędy i siedziby wpływowych wspólnot italskich, takich jak florencka czy sieneńska, które chętnie kredytowały papieski dwór (bo jak wiadomo, papiestwo też czasem potrzebowało chwilówki).
Dzisiejsza zabudowa ulicy pochodzi głównie z XVI–XVIII wieku. W 1870 r. budowa wałów przeciwpowodziowych na Tybrze spowodowała zburzenie kilku obiektów. Mimo to via Giulia zachowała swój pierwotny układ i do dziś uchodzi za jedną z najbardziej eleganckich i luksusowych ulic miasta.

Spacer zaczynamy od Fontana del Mascherone, wybudowanej prawdopodobnie na koszt rodu Farnese.

Na jej szczycie widnieje lilia — symbol rodu. Zaprojektował ją Girolamo Rainaldi, znany m.in. z bliźniaczych fontann przy Palazzo Farnese. Fontanna składa się z białego marmuru oraz wanny z szarego granitu. Mur, który dziś ją otacza, pojawił się dopiero w XIX wieku.
Podobno podczas ważnych uroczystości z ust Mascherone zamiast wody tryskało wino. Nie zalecam jednak kosztowania dzisiejszego płynu — nie ta jakość. W przeciwieństwie do ponad 2500 rzymskich fontanelli, gdzie leci chłodna i pyszna woda pitna.
Wracając do naszej fontanny – do dziś przetrwało pewne powiedzenie rzymskie do niej się odnoszące. Otóż kiedy małe dziecko płacze, jego rodzice często mówią: „Ora basta! Me pari er Mascherone de’ via Giulia!”, czyli coś jak „Nie rycz jak bóbr, bo wyglądasz jak maszkaron na via Giulia!”
Idąc dalej, natrafiamy na Arco del Passetto Farnese — przewiązkę oplecioną zielenią, nieodłączny element ślubnych sesji zdjęciowych. Łuk miał połączyć Palazzo Farnese z Villa Farnesina po drugiej stronie Tybru. Projekt przypisuje się Michałowi Aniołowi (bo jak coś pięknego i monumentalnego, to czemu nie on?).

Zaraz za łukiem po lewej stronie znajduje się kościół Santa Maria dell’Orazione e Morte.

Zbudowany w 1575 r., przebudowany w latach 1733–1737 przez Ferdinando Fugę, był siedzibą Bractwa Modlitwy i Śmierci. Bractwo zajmowało się grzebaniem bezimiennych zmarłych znalezionych w lasach, na polach lub wyłowionych z Tybru. Fasada kościoła przypomina o tej misji – czaszki i szkielety witają wiernych już od progu.
Kościół posiada również oratorium i cmentarz, częściowo podziemny. Niestety został niemal całkowicie zniszczony w 1886 r. podczas budowy wałów.
Wnętrze to prawdziwa galeria memento mori. Wśród dzieł: freski Giovanni Lanfranco („Św. Antoni opat i św. Paweł z Teb”, „Św. Szymon Słupnik”), „Mistyczne zaślubiny św. Katarzyny” (XVI w.), „Ukrzyżowanie” Ciro Ferriego (1680) i „Odpoczynek w Egipcie” Lorenza Masucciego (1750).
W podziemiach kryje się krypta z kości ponad 8000 osób pochowanych tu między 1552 a 1896 r. Wszystko — ozdoby, rzeźby, żyrandole — zrobiono z ludzkich szczątków. W XIX w. wykorzystywano ją jako scenografię do dramatów misteryjnych. Makabra w stylu barok.
Tuż obok kościoła znajduje się Palazzo Falconieri z XVI w.


Najpierw należał do rodu Ceci, później Farnese, aż w 1638 r. przejęli go Falconieri. Francesco Borromini, który odpowiadał za rozbudowę, dodał trójarkadową loggię nad Tybrem oraz eleganckie stiuki i schody. Fasada ozdobiona jest popiersiami kobiet z głowami sokołów — subtelna gra słów i symboliki rodu.
W latach 1815–1818 mieszkała tu Maria Letizia Ramolino, matka Napoleona Bonaparte. Dziś mieści się tu Akademia Węgierska (od 1927 r.), która może się pochwalić biblioteką liczącą ponad 20 000 woluminów. Dla fanów telewizji: Palazzo Falconieri „zagrał” dom Dandiego w serialu „Romanzo Criminale”.
Troszkę dalej, po przeciwnej stronie, ukazuje się naszym oczom wklęsła fasada kościoła Santa Caterina da Siena. I choć z zewnątrz nie krzyczy „patrzcie na mnie!”, to jego historia zasługuje na uwagę większą niż wieczorna pogadanka u cioci na imieninach.

Kościół ten to domena Arcybractwa ze Sieny – prawdziwych patriotów lokalnych, którzy już od końca XIV wieku zadomowili się w Rzymie jak turyści przy Fontannie di Trevi. Początkowo rezydowali w kościele Santa Maria in Monterone, ale że kto stoi w miejscu, ten się cofa, w połowie XV wieku przenieśli się do Santa Maria Sopra Minerva. I dopiero w 1526 roku – z pomocą złotych serc i kieszeni – powstał ich własny kościół. Projekt: Baldassarre Peruzzi. Sponsorzy: kardynał Giovanni Piccolomini oraz bankier Agostino Chigi – człowiek, który chyba miał własną drukarkę pieniędzy.
Ale los bywa przewrotny – i w XVIII wieku, gdy wydawało się, że wszystko już pięknie gra, kościół po prostu się… zawalił. Powód? Powódź. Na szczęście w latach 1766–1776, architekt Paolo Possi posklejał wszystko do kupy, jak mama ulubiony porcelanowy wazon.
Fasada, w stylu Borrominiego, prezentuje się niczym dobrze skrojony surdut – elegancka, z fantazją, a do tego ze smaczkiem: po obu stronach okna centralnego widzimy Romulusa i Remusa ssących wilczycę. Wilczyca ta to nie tylko symbol Rzymu, ale i Sieny – tej samej, w której według legendy schronili się synowie Remusa: Senio i Aschio. Uciekając przed rozgniewanym Romulusem, wznieśli zamek Senio i dali początek miastu. Z tego wniosek – nawet kłótnia w rodzinie może zaowocować założeniem miasta.
Wnętrze kościoła jest jednonawowe, z czterema kaplicami bocznymi i nieco wyniesionym prezbiterium, zakończonym absydą. Sklepienie, choć bez fresków Michała Anioła, może się pochwalić dziełami Ermenegildo Costantiniego. Ściany przyozdabiają malowidła od Ignazia Morli, Tommasa Conci, Parrocela Elienne’a po Petera Angelettiego – solidna artystyczna paczka.
W dwóch kaplicach po prawej stronie widzimy obrazy ołtarzowe:
kaplica 1) „Kazanie św. Bernardyna z Sieny” – Salvatore Monosilio (1768 r.). Kazanie tak barwne, że aż czuć zapach siennej kadzielnicy.
kaplica 2) „Objawienie Chrystusa błogosławionemu Bernardo Tolomei” – Nicolò Lapiccola. Mistyka i dramat w jednym ujęciu.
W dwóch kaplicach po lewej:
kaplica 2) „Wniebowzięcie” – Tommaso Conca (1768 r.)
kaplica 1) „Pożar Borgo” – Domenico Corvi (1769 r.)
W prezbiterium błyszczy „Mistyczne zaręczyny św. Katarzyny” – Gaetano Lapis, 1768. Sakralna wersja „Pierścionek z diamentem” made in Siena.
A w absydzie fresk Lorenzo Pècheuxa z 1773 r.: „Powrót Grzegorza XI z Awinionu” – scena, która przypomina, że nawet papieże czasem muszą wrócić do domu.
A teraz uwaga: na piętrze, w oratorium Arcybractwa, znajduje się prawdziwy skarb – „Zmartwychwstanie Jezusa” autorstwa Girolama Gengi z 1530 roku. Jeśli ktoś twierdzi, że sztuka umarła, powinien to zobaczyć.
Kościół można zwiedzać w godzinach, które jakby ustalono specjalnie po to, żeby wyeliminować tłumy: od poniedziałku do soboty 17:00–18:30, a w niedziele i święta 9:30–12:00. Kto rano wstaje… ten zdąży.
Podążając dalej via Giulia, nie wolno przegapić niewielkiego zaułku po lewej stronie – via di Sant’Eligio – który skrywa prawdziwy architektoniczny klejnot epoki renesansu: kościół Sant’Eligio degli Orefici, czyli świątynię rzymskiego cechu złotników. Już sama dedykacja św. Eligiuszowi, patronowi złotników i jubilerów, powinna wzbudzić czujność wszystkich miłośników blasku i finezji.

Budowę rozpoczęto w 1509 roku, a za projektem stał nie byle kto – Rafael Santi z Urbino, który wówczas znajdował się pod wyraźnym wpływem swego starszego kolegi po fachu, Donato Bramante. Dzieło dokończyli później inni wybitni architekci tamtej epoki: Baldassarre Peruzzi i Antonio da Sangallo Młodszy – każdy z nich dołożył swoją cegiełkę (dosłownie i w przenośni) do tej harmonijnej kompozycji.
Niestety, rzymski klimat – a raczej kaprysy Tybru – nie oszczędzał świątyni. Z powodu częstych podtopień kościół był wielokrotnie odnawiany, a w 1601 roku doszło nawet do zawalenia fasady! Na szczęście w 1620 r. sprawy w swoje ręce wziął Giovanni Maria Bonazzini, który z powodzeniem ją odbudował.
Kościół zbudowano na planie krzyża greckiego, czyli z równymi ramionami – wzorze idealnej równowagi i harmonii. Nad skrzyżowaniem naw wznosi się elegancka kopuła na półkuli bębna, autorstwa Peruzziego, która idealnie doświetla wnętrze.
W bocznych ołtarzach natkniemy się na prawdziwe artystyczne perełki:
-
po prawej stronie – „Pokłon Trzech Króli” autorstwa Giovanniego Francesca Romanellego (1639), dzieło pełne dynamiki i barokowego przepychu;
-
po lewej – fresk „Pokłon pasterzy” z 1574 r. pędzla Giovanniego De Vecchi, bardziej stonowany, ale niezwykle czuły w wyrazie.
W absydzie znajduje się efektowny cykl fresków:
-
„Madonna z Dzieciątkiem w otoczeniu świętych” – dzieło Matteo da Lecce,
-
oraz „Zesłanie Ducha Świętego” autorstwa Taddea Zuccaro, brata słynniejszego Federica – obaj panowie byli nie byle kim w manierystycznym Rzymie.
Od 1722 roku we wnętrzu znajduje się grób Giovanniego Giardiniego z Forlì, złotnika Pałacu Apostolskiego i kapelana stowarzyszenia – człowieka, który w złocie mógłby równie dobrze rzeźbić portret anioła, jak i kielich do użytku papieskiego.
Kościół można zwiedzać po wcześniejszym umówieniu – w godzinach 9:00–13:00, czyli idealnie na poranny spacer z kawą w dłoni i historią pod pachą.
Wracając na via Giulia, po kilkudziesięciu metrach napotykamy kolejny kościół (tak, tak – kolejny! W końcu jesteśmy w Rzymie, mieście, gdzie liczba świątyń konkuruje tylko z ilością przepisów na makaron). Przed nami Santo Spirito dei Napoletani, świątynia pełna barokowego wdzięku i południowego temperamentu.

W katalogu kościołów opracowanym za pontyfikatu papieża Piusa V widnieje jeszcze pod nazwą Sant’Aura in via Giulia, a znany jest również jako Sant’Eusterio – jak widać, zmienność imion to nie tylko przywilej świętych, ale i kościołów.
W 1572 roku świątynia, znajdująca się w opłakanym stanie, trafiła pod opiekę Bractwa Ducha Świętego z Neapolu, które nie czekając długo, już dwa lata później wzniosło w tym miejscu nowy kościół. Do dziś trwają spory, kto był autorem projektu – wspomina się dwa nazwiska: Domenico Fontana lub Ottaviano Mascherino, czyli dwóch mistrzów, którzy Rzym znali jak własną kieszeń.
W XVIII wieku budowla przeszła gruntowną przebudowę dzięki Carlo Fontanie, natomiast Antonio Cipolla w 1853 r. zajął się fasadą, chórem i absydą, nadając kościołowi jego dzisiejszy wygląd – bardziej elegancki, klasycystyczny, ale z południowym sercem bijącym pod stiukami.
Między 1934 a 1984 rokiem pełnił funkcję Narodowego Kościoła Królestwa Obojga Sycylii. Spoczywają tu szczątki ostatniego króla – Franciszka II Burbona, jego żony Marii Sofii z rodu Wittelsbach, oraz ich córki – księżniczki Marii Cristiny Pia. Historia i polityka, dramat i nostalgia – wszystko pod jedną kopułą.
Kościół przez lata był zamknięty z powodu podtopień, aż do heroicznego wysiłku księdza Natalino Zagotto, który w latach 80. ubiegłego wieku rozpoczął misję odbudowy. Dzięki inżynierowi Maurizio Pouchainowi i projektowi Giuseppe D’Emillio, świątynia została w 1986 roku ponownie otwarta – i jak na Boże Narodzenie przystało, narodziła się na nowo.
Wnętrze jednonawowe z kaplicami bocznymi:
po prawej:
kaplica 1) „Cud św. Franciszka Paoli” – Ventura Lamberti
kaplica 2) Pomnik grobowy kard. De Luca – Domenico Guidi (1683 r.)
kopuła nad ołtarzem:
„Św. Trójca w otoczeniu aniołów i świętych” – Giuseppe Passeri (1707 r.)
po lewej:
kaplica 3) „Męczeństwo S. Gennaro” – Luca Giordano (1705 r.)
kaplica 2) „Matka Boska Gromniczna” – fresk z XV w.
kaplica 1) „Cud św. Tomasza z Akwinu” – Domenico Maria Muratori
Od 2005 roku można podziwiać również nowoczesny element – wielki krucyfiks „Christus Patiens”, dzieło współczesnego artysty Antonio Nocera oraz efektowne witraże – prezent od darczyńców, wykonane przez Oscara Guarnieriego.
Odrobinę dalej, po lewej stronie via Giulia, pod numerem 52, natrafiamy na budowlę, która swoim wyglądem od razu daje do zrozumienia, że piękno i wdzięk renesansu musimy tu chwilowo zostawić za sobą. Carceri Nuove – „Nowe Więzienia” – to monumentalna i dość posępna inwestycja papieża Innocentego X, zrealizowana przez Antonio Del Grande w latach 1652–1655.
To miała być rewolucja w myśleniu o karaniu i odosobnieniu. Zamiast ciasnych, zatęchłych lochów średniowiecza – porządek, surowość i funkcjonalność. Fasady są jak z żelaza: masywne, z symetrycznymi rzędami zakratowanych okien, które do dziś sprawiają, że człowiek odruchowo prostuje plecy i mówi grzeczniej.
Dziś w murach tej dawnej twierdzy prawa rezyduje Direzione Nazionale Antimafia – włoska jednostka walcząca z mafią. Tak, właśnie tu, za tymi grubymi murami opracowywano strategie uderzeń w cosa nostrę, camorrę i 'ndranghetę. Historia ironicznie zatoczyła koło: kiedyś więzienie, dziś tropienie przestępczości zorganizowanej. Jakby mury nadal szeptały o zbrodniach, tylko nazwiska się zmieniły.
A skoro już o zbrodniach mowa – obok, w zaułku przy via del Gonfalone 29, mieści się prawdziwa gratka dla miłośników historii kryminalnej: Museo Criminologico, czyli Muzeum Kryminologii. Instytucja powstała nie tylko z potrzeby dokumentowania przeszłości, ale i jako forma edukacji. Znajdziemy tu eksponaty związane z narzędziami zbrodni, technikami śledczymi, dawnymi i współczesnymi sposobami zapobiegania przestępczości, a także historią wymiaru sprawiedliwości – od tortur po nowoczesne procedury karne. To miejsce, w którym można się przekonać, że historia to nie tylko triumfy i chwała, ale także ciemne karty ludzkiej natury.
Nie uciekajmy jednak z zaułka zbyt szybko, bo kilka kroków dalej natrafiamy na prawdziwy skarb ukryty przed oczami przechodniów – Oratorium del Gonfalone.

Powstało między 1544 a 1547 rokiem, na miejscu dawnego kościoła Santa Lucia Vecchia. Z zewnątrz niby niepozorne, fasada wręcz skromna – ale wystarczy się przyjrzeć, by dostrzec dwa odrębne style architektoniczne: pierwszy – jeszcze z XV wieku, drugi – barokowy, dzieło Domenico Castelliego, ucznia Berniniego.
Jednak prawdziwa uczta dla zmysłów czeka wewnątrz. To tutaj rozgrywa się „Historia Męki Pańskiej” – cykl manierystycznych fresków, uznawanych za jedno z najważniejszych dzieł tego stylu w całym Rzymie. Artyści tacy jak Giovanni de’ Vecchi, Cesare Nebbia, Livio Agresti i Marco Pino połączyli siły, by stworzyć wizualny dramat, który tętni ekspresją, ruchem i namiętnością. Ściany dosłownie pulsują emocją – od triumfalnego wjazdu do Jerozolimy po udrękę Kalwarii.

Nie dziwi więc, że Oratorium często gości koncerty – muzyka klasyczna, śpiew chóralny i dawne instrumenty w takim wnętrzu zyskują nowy wymiar. To jedno z tych miejsc, które łączą sacrum, sztukę i ciszę – i które pokazują, jak głęboko sięgają rzymskie korzenie kultury.
Wróćmy teraz na via Giulia – ulica ta wydaje się nigdy nie kończyć swojego korowodu historii. Po lewej stronie natrafiamy na kolejny kościół. Tak, znowu kościół – ale w Rzymie to tak, jakby się dziwić, że w Neapolu podają pizzę, albo że Wenecja jest mokra.
Rzym ma ponad 900 kościołów, dlatego też nazywany jest Miastem Kościołów. A dla tych, którym bardziej odpowiada plusk i gwar, przypominam: 470 fontann czeka na miłośników wody. Zatem niezależnie od preferencji – duchowość czy architektura hydrauliczna – jest w czym wybierać.
Przed nami Santa Maria del Suffragio – kolejny przystanek na mapie duchowej i architektonicznej Rzymu. Ale zanim wejdziemy do środka – gotów, by odkryć jej sekrety?

Santa Maria del Suffragio – kościół, który może i nie imponuje rozmiarami, ale nadrabia charakterem i konsekwencją artystyczną. Początkowo jego projekt powierzono samemu Donato Bramantemu, ojcu renesansowego monumentalizmu, człowiekowi o wizji równie śmiałej jak papież Juliusz II. Jednak – jak to często w Rzymie bywa – nie zdążył go ukończyć. Pałeczkę przejął Carlo Rainaldi, i to on w 1662 roku dokończył dzieła, doprowadzając kościół do konsekracji siedem lat później, w 1669 roku. Ale to jeszcze nie był koniec – bo wystrój wnętrza, jak tort weselny w rękach perfekcjonisty, dopieszczano jeszcze kolejne szesnaście lat.
Wnętrze? Klasyka rzymskiego baroku z manierystycznym posmakiem. Kościół jednonawowy, kaplice boczne, sklepienie kolebkowe z lunetami, a nad wszystkim czuwa prostokątnie zamknięty chór, jakby w gotowości do wiecznego śpiewu.
Przejdźmy teraz do kaplic – to właśnie tu kryją się prawdziwe perły:
kaplica 1) „Adoracja Trzech Króli”, „Sen św. Józefa” i „Narodzenie” – G.B. Natali (1671 r.)
kaplica 2) „Poświęcenie Izaaka” – Girolamo Troppa
„Sen św. Jakuba” – Giacinto Calandrucci
architektura kaplicy jest dziełem głównego architekta – Carlo Rainaldi
kaplica 3) „Adoracja Trzech Króli” i „Narodziny Marii” – Giuseppe Chiari
architektura kaplicy to dzieło G.B. Contini.
w prezbiterium:
„Dusze w Czyśćcu” – Giuseppe Ghezzi (1672 r.)
w absydzie:
„Gloria Marii Dziewicy” – G.B. Beinaschi (1675 r.)
W kościele tym spoczywa również ksiądz Luigi Novarese, założyciel Centrum Ochotników Cierpienia, beatyfikowany 11 maja 2013 roku. Skromny grób, ale wielkie znaczenie dla tych, którzy w cierpieniu odnajdują siłę.
Idźmy dalej via Giulia, wciąż po lewej stronie. Naszym oczom ukazuje się monumentalny gmach: Palazzo dei Tribunali – czyli miało być centrum sądownictwa, a wyszedł… symbol niespełnionych ambicji.

Projekt rozpoczął sam Bramante, z myślą o papieżu Juliuszu II, ale los (a może i niekończące się intrygi Watykanu) nie pozwolił mu dokończyć dzieła. Dziś z tamtej wizji pozostała tylko boniowana podstawa z masywną ławą, zwaną „sofa di via Giulia” – idealna na chwilę odpoczynku i kontemplacji tego, co w historii Rzymu było, ale nie do końca się udało.
Zaraz obok – kolejny kościół. Tak, znowu kościół! Ale ten jest wyjątkowy: San Biagio degli Armeni, znany także jako San Biagio della Pagnotta, czyli „św. Błażej od bułeczek”. Dlaczego taka nazwa? Ponieważ co roku, 3 lutego, rozdawano tu ubogim błogosławione chlebki, jako hołd dla patrona.

Świątynia pochodzi z X wieku i pojawia się już w średniowiecznych katalogach – pierwszy raz w 1072 roku, przy okazji restauracji.
W XVIII wieku dodano tu prawdziwy relikwiarzowy rarytas – gardło św. Błażeja. Tak, dobrze przeczytane. Święty ten zasłynął z cudu, który przyniósł mu tytuł patrona gardła. Wedle legendy – prowadząc go na śmierć, żołnierze napotkali kobietę z dzieckiem, które dusiło się ością. Św. Błażej dotknął jego gardła i dziecko ozdrowiało. Inna wersja mówi, że cud wydarzył się w więzieniu, a święty nie zawisł na szubienicy, tylko został ścięty mieczem. Legenda, jak to legenda – kilka wersji, ale przesłanie jedno: Błażej chroni od chrypy, bólu gardła i amatorskiego śpiewania po winie.
Fasada jest dziełem Giovanniego Antonio Prefettiego, a nad portykiem można podziwiać fresk „Cud św. Błażeja” – scena skromna, ale wymowna, jak i sam święty.
Przechodzimy dalej. Pod numerem 66 znajduje się Palazzo Sacchetti – jeden z najciekawszych przykładów manierystycznej architektury mieszkaniowej w Rzymie.

Zbudowany w XVI wieku, na obszarze niegdyś zwanym „Ogrodem San Biagio”, należał do Antonio da Sangallo Młodszego – genialnego architekta, który jednak nie nacieszył się rezydencją zbyt długo, bo śmierć szybko zapukała do drzwi. Ot, Rzym – piękno i przemijanie idą tu zawsze w parze.
W 1648 roku budynek kupiła rodzina Sacchetti z Florencji, i do dziś pozostał w ich rękach. Elewacja z czerwonej cegły, z dużymi oknami z trawertynu i marmuru, zakratowanymi w dolnych partiach – niczym pałac, który pamięta o swojej obronnej przeszłości. Portal zwieńczony balkonem z balustradą częściowo marmurową, częściowo żelazną, a fasada ozdobiona tabliczką:
DOMUS ANTONI SANGALLI ARCHITECTI MDLIII
Nad trzecim oknem, licząc od lewej, dostrzeżemy herb papieża Pawła III (Farnese) – znak, że budynek nie był tylko domem, ale też wizytówką wpływów. Na dole, w lewym rogu – fontanella z marmuru, przedstawiająca cherubina trzymającego za ogony dwa delfiny – uroczy detal, jakby w kontrze do monumentalizmu reszty budynku.

A na dziedzińcu? Portyk na doryckich pilastrach, zamknięty łukami. W środku przechowywane są arcydzieła manieryzmu autorstwa takich mistrzów jak Francesco Salviati, Pietro da Cortona i Jacopino del Conte. To miejsce, które łączy duszę, kamień i farbę.
I wreszcie – po prawej stronie, pod numerem 85 – Dom Rafaela.

Dom Rafaela
Dom Rafaela, czyli – jak to bywa w Rzymie – dom, który może był, a może nie był domem wielkiego mistrza. Budynek powstał po 1525 roku na zlecenie Kapituły Watykańskiej, a jego projekt przypisuje się Bartolomeo de Ramponibusowi – postaci dziś nieco zapomnianej, ale w swoich czasach uznanej. Na trzech oknach pierwszego piętra znajdziemy napis:
POSSEDEVA – RAF SANZIO – NEL MDXX
czyli: „Miał Rafael Santi w 1520 roku”.
Brzmi dumnie, ale niestety – jak to się mówi – nomen omen: napis pochodzi z XIX wieku, kiedy to rozkwitła moda na romantyzowanie przeszłości, a każda cegła w Rzymie zaczęła być „domem” jakiegoś geniusza. Prawda jest taka, że Rafael miał tu zapewne tylko kilka parceli ziemi, a sam budynek powstał po jego śmierci w 1520 roku, więc raczej nie zdążył nawet wbić symbolicznego gwoździa.
Ruszamy dalej, do Palazzo Medici Clarelli przy numerze 79.

Zbudowany około 1530 roku, początkowo należał do Antonio da Sangallo Młodszego – tego samego, co w Palazzo Sacchetti. Po jego śmierci budynek przejęli Medyceusze, którzy – jak to oni – nie mogli powstrzymać się od dekoracyjnej ekstrawagancji. Pałac został przebudowany, upiększony i ozdobiony serią fresków wychwalających ród Medyceuszy, co można uznać za artystyczny PR epoki.
Szkoda tylko, że te freski nie dotrwały do naszych czasów – zniknęły podczas XIX-wiecznych prac modernizacyjnych, kiedy pałac otynkowano ponownie (ach, to wieczne „unowocześnianie”…). Pozostał jedynie napis nad portalem, niczym samotny świadek minionej chwały:
COSMO MEDICI DUCI FIOREN IL PACIS ATQUE IUSTITIAE CULTORI
czyli: „Kosma Medyceusz, książę Florencji, miłośnik pokoju i sprawiedliwości” – piękne słowa, jakby sam Machiavelli im pióro podawał.
Dziedziniec – poprzedzony portykiem z doryckich kolumn – skrywa w sobie fontannę z lwią głową, z której ust sączy się woda. Ot, barokowy lew do picia. W XVII wieku pałac pełnił funkcję Konsulatu Toskanii, potem (jak to często w rzymskich pałacach) zmieniał właścicieli i funkcje: koszary, sąd, aż wreszcie – po zjednoczeniu Włoch w 1870 roku – trafił w ręce miasta Rzym. Dziś, jak wiele takich budowli, nosi w sobie pamięć burzliwej historii i urbanistycznych metamorfoz.
I tak dochodzimy do Casa dei Fiorentini – numer 82, koniec via Giulia, prawa strona.

Budynek ten to hojny prezent papieża Juliusza II dla społeczności florenckiej – a trzeba wiedzieć, że papież ten, choć waleczny jak kondotier, potrafił też być hojny jak dziadek z bajki. Dom został zbudowany pod koniec XV wieku, z fasadą autorstwa Gasparino, artysty może nie pierwszej ligi, ale solidnego rzemieślnika.
Na bocznej ścianie, od via dei Cimatori, nad małym portalem znajduje się marmurowa tabliczka, na której widnieje dumny napis:
SUB PROPRIETATE SOCIETATIS PIETATIS NATIONIS FLOREN
czyli: „Własność Pobożnego Bractwa Narodu Florenckiego”.
To nie tylko informacja, to manifest. Florentczycy, choć na wygnaniu z rodzinnego miasta lub po prostu w Rzymie na interesach, tworzyli tu swoją małą wspólnotę, mikro-Florencję nad Tybrem. Casa dei Fiorentini była dla nich nie tylko schronieniem, ale centrum życia duchowego, społecznego i – jak sądzę – także plotkarskiego.
I wreszcie – finał dzisiejszego spaceru. Przed nami San Giovanni dei Fiorentini – kościół, który dla florenckiej diaspory był sercem i duszą.

San Giovanni dei Fiorentini – świątynia florenckiej duszy nad Tybrem. Kościół ten powstał z potrzeby serca i… konieczności terytorialnej. W XVI wieku florencka społeczność w Rzymie była już tak liczna i zorganizowana, że miała własne sądy, własne prawa, własny konsulat, a nawet własne więzienie. Brakowało tylko jednego – reprezentacyjnego kościoła godnego synów Dantego i Machiavellego.
Wcześniej stał tu skromny kościółek San Pantaleone, który zniknął, by ustąpić miejsca nowej, monumentalnej świątyni, poświęconej nie byle komu, bo samemu św. Janowi Chrzcicielowi, patronowi Florencji. I tak zaczęła się historia budowy, która potrwała – a jakże! – skromne 200 lat. Rzym przecież nie był budowany w dzień.
Spośród wielu nadesłanych projektów – od Michała Anioła, przez Rafaela, po Baldassarre Peruzziego – wybór padł na Jacopo Sansovino, który w 1519 roku rozpoczął prace. Potem pałeczkę przejęli kolejno Antonio da Sangallo Młodszy, Giacomo Della Porta, a w końcu Carlo Maderno, autor słynnej kopuły z 1614 roku, zwanej przez rzymian z humorem i czułością il confetto succhiato, czyli „wyssany cukierek”. W rzeczy samej – kopuła jak cukierek: smukła, delikatna, ustawiona na ośmiobocznym bębnie z eleganckimi oknami i ślepymi niszami, niczym słodycz dla oczu.
Fasada z trawertynu, którą podziwiamy dziś, to dzieło florenckiego architekta Alessandro Galileiego z roku 1734. Nad głównym portalem widnieje inskrypcja przypominająca, kto za to wszystko zapłacił:
CLEMENS XII PONT. MAX. A S MDCCXXXIV
Trzy portale, osiem korynckich półkolumn, a nad środkowym portalem posąg z monumentalnym herbem papieża Klemensa XII Corsiniego – całość majestatyczna, jak przystało na kościół narodowy florenckiej elity w Rzymie.
Wnętrze jest równie imponujące. Trójnawowe, bogato zdobione marmurami, freskami i rzeźbami. Większość kaplic poświęcona jest świętym z Florencji, a sama świątynia to prawdziwa galeria manierystyczno-barokowej sztuki sakralnej. Zajrzyjmy do środka, krok po kroku:
Prawa nawa:
-
Kaplica św. Wincentego Ferreri – obraz przypisywany Domenico Cresti, zwanemu Passignano (1599).
-
Przed zakrystią, po lewej: Popiersie Antonio Cepparelli dłuta Gian Lorenzo Berniniego (1622), a po prawej: Popiersie Antonio Coppola autorstwa jego ojca, Pietro Berniniego (1614).
-
Nad wejściem do zakrystii: San Giovannino – urocze dziełko Mino del Reame (ok. 1500).
-
Na lewej ścianie tablica z popiersiem Klemensa XII (1750).
-
Kaplica św. Hieronima Pokutnika – obraz Santi di Tito (1599).
-
Obok: Hieronim piszący Wulgatę i Budowa kościoła pod okiem Michała Anioła – oba autorstwa Passignano (1599).
-
Na ostatnim pilastrze: Monumentalny pomnik Francesca Caldarini Pecori Riccardi dłuta Ercole Antonia Raggi.
Transept po prawej:
-
Męczeństwo św. Kosmy i Damiana – dramatyczne dzieło Salvatore Rosy (1669).
-
W niszach: Popiersie Ottaviano Acciaioli (Ercole Ferrata) i Popiersie arcybiskupa Ottaviano Corsini (Alessandro Algardi).

Prezbiterium:
-
Główny ołtarz – projekt Francesco Borrominiego (1640), z centralnym obrazem: Chrzest Chrystusa autorstwa Raggi (1669).
-
Po prawej stronie: Pomnik Orazio Falconieri i Ottavii Sacchetti – dzieło Domenico Guidiego.
-
Po lewej stronie: Pomnik kard. Lelio Falconieri – rzeźba Ferraty.
-
W lewej kaplicy: Krucyfiks z brązu – dzieło Prospera Bresciano.
-
I najciekawszy artefakt: Relikwiarz stopy Marii Magdaleny.
Relikwiarz w kształcie stopy zawiera – wedle tradycji – prawdziwą stopę Marii Magdaleny. Legenda prowadzi nas przez Efez, Konstantynopol, krucjaty, Francję i wreszcie Rzym, gdzie – według jednej wersji – papież nakazał odciąć stopę świętej i umieścić ją w srebrnym relikwiarzu wykonanym przez Benvenuta Celliniego. Gdy w 1527 r. wyburzono kaplice przy Moście św. Anioła, relikwię przeniesiono do tego właśnie kościoła. Wtedy to – nie żartuję – odcięto jeszcze mały palec i wysłano do Mantui. Relikwiarz trafił do podziemi i zniknął z pamięci… aż do roku 2000, kiedy odkryto go ponownie. Od 2012 roku znów można go podziwiać – z oryginalną plombą i całą stopą (minus palec!). Widać dokładnie pieczęć z czasów ostatniego plombowania. Inna teoria mówi, że Maria Magdalena nie zmarła w Efezie. Uciekła przez prześladowaniami do Francji i ukrywała się w opactwie Saint – Maximin – la – Sainte – Baume, gdzie po dziś znajduje się sarkofag świętej. Wewnątrz zachowana jest jej czaszka, szkielet niestety zaginął w czasie Rewolucji Francuskiej. A jej stopę do Rzymu przywieźć miał ponoć jakiś francuski mnich. Jaka jest prawda? Nikt tego nie wie 🙂


Transept po lewej:
-
Ołtarz z obrazem Świętej Marii Magdaleny, przypisywanym Baccio Ciapri lub Astolfo Pertazziemu.
Lewa nawa:
-
Ostatni pilaster: Pomnik Girolamo Samminiati – Della Valle (1733).
-
Naprzeciwko: Pomnik Alessandro Gregorio Capponi (1746).
-
Kaplica św. Franciszka z Asyżu – obraz Santi di Tito (1585), freski: Nicolò Circignani.
-
Kaplica św. Antoniego opata – obraz Agostino Ciampelli (1612), freski: Antonio Tempesta.
-
Kaplica św. Jana Chrzciciela – „Kazanie” pędzla G.B. Naldiniego.
-
Kaplica św. Sebastiana – dzieło G.B. Vanni (1626).
Nad wejściem imponujące organy z 1673 roku, które potrafią rozedrgać powietrze jak dobrze nastrojony barokowy dramat.
Borromini – wielki mistrz baroku, twórca o duszy artysty i losie tragika – właśnie tutaj został pochowany po samobójczej śmierci w 1667 r. Przebił się szpadą zdjętą ze ściany. Mówią, że było to po kłótni z bratankiem… Geniusz, który nie potrafił żyć w świecie pełnym kompromisów.

A teraz ciekawostka, której nie znajdziesz w przewodnikach: San Giovanni dei Fiorentini to chyba jedyny kościół w Rzymie, w którym podczas mszy mile widziane są zwierzęta. Czworonogi – jeśli tylko zachowują się z klasą – są tu pełnoprawnymi wiernymi.
Kościół uzyskał rangę parafii za pontyfikatu Piusa X w 1906 roku, a w 1918 roku papież Benedykt XV nadał mu tytuł Bazyliki Mniejszej.
🕰 Godziny otwarcia: 7:30–12:30 i 16:00–19:00 – w sam raz, żeby zajrzeć między porannym espresso a wieczorną passeggiattą.
I tak kończy się nasz spacer po via Giulia – ulicy spoza głównego nurtu turystycznego, ale nasyconej historią jak dobrze dojrzewające Chianti. Brak tłumów, brak selfie-sticków, za to prawdziwy Rzym – dla tych, którzy patrzą uważniej.
Dziękuję za wspólną wędrówkę. Do zobaczenia na kolejnym spacerku!
——————————-
Podoba Ci się Spacerownik po Rzymie? Postaw nam kawę, przy kawie teksty szybciej się piszą 😜
Bibliografia:
- Luigi Salerno, Luigi Spezzaferro e Manfredo Tafuri, Via Giulia: una utopia urbanistica del 500, Roma, Staderini, 1973;
- C. Rendina, Le Chiese di Roma, Newton & Compton Editori, Milano 2000;
- Mauro Quercioli, Rione VII Regola, in AA.VV, I rioni di Roma, Newton & Compton Editori, Milano 2000;
- Paolo Mancini, S. Maria del Suffragio, da Alma Roma n. 19 1978;
- Roma Sacra. Guida alle chiese della città eterna, Roma, Elio De Rosa, 2000;
- Giorgio Carpaneto, I palazzi di Roma, Roma, Newton & Compton, 2004;